Po ostatnim ślubie Agnieszki i Nicklasa poranne wstawanie na zdjęcia nie jest już mi takie straszne, więc namówiłam Gosię i Filipa na plenerową sesję ślubną o świcie.
Jest to fajne rozwiązanie, bo światło wtedy lepsze, a na ulicach nie ma tylu gapiów…
After my last wedding of Agnieszka and Nicklas I got used to getting up at dawn for photo sessions, so I talkied Gosia and Filipa into “Day After” wedding session in the early morning.
It’s pretty cool solution, becasue the light is better, and there are not many people on the streets…
Gdy przyjechałam do Parku Saskiego w sobotę o 6 rano, w klubie Cynamon impreza jeszcze dudniła na całego.
Było to trochę surrealistyczne przeżycie – ja wyspana (powiedzmy), zaczynam nowy dzień, a inni jeszcze kontynuują piątkowe szaleństwo… ![]()
Park Saski został wybrany, bo Gosia z Filipem często chodzili tam na spacerowe randki, więc łatwo było im się wczuć w romantyczny klimat. Lubię, gdy miejsce sesji zdjęciowej coś znaczy dla modeli, bo wtedy łatwiej o przepełnione emocjami zdjęcia.
When I arrived to Park Saski on 6am on Saturday, people in the Cynamon club were still partying.
That was quite strange feeling – I was ready to start a new day, while others were still celebrating Friday night ![]()
Park Saski was chosen because Gosia and Filip were often dating there, so it was easier for them to get romanic.
Początkowo planowałyśmy z Gosią jej kąpiel w fontannie, ale parę dni wcześniej jacyś wandale wrzucili do niej pojemniki z niebieską farbą… Czasami nie mogę uwierzyć jacy ludzie potrafią być bezmyślni!
Istniało ryzyko, że fontanna będzie zamknięta przez długi czas, ale na szczęście została uruchomiona podczas naszej sesji!
Z kąpieli jednak nici, bo woda ciągle była zabarwiona na delikatny niebieski kolor.
Gosia and I planned bath in the fountain, but some vandals put containers with blue paint into the fountain, can you believe it?!
We were glad that it was working, but bathing wasn’t an option any more as we were afraid to destroy the wedding dress.
Niestety, nie udało nam się zacząć tak wcześnie jak zamierzaliśmy, bo samochód Gosi i Filipa – klimatyczna Warszawa – nie odpalił…
Nie mogłam tego przeżyć, bo nastawiałam się na zdjęcia wykorzystujące ten piękny samochód jako rekwizyt…
Unfortunately, we started later than planned, because super cool vehicle of Gosia and Filip – Warszawa – did not worked on the day of our session…
And I wanted to use it as a prop so badly…!
Na początek schowaliśmy się pod wierzbą płaczącą, a potem już szukaliśmy większego cienia, bo zrobiło się naprawdę gorąco…
We started under the tree, and than all we were looking for was shade, it was getting so hot…
Gosia ma śliczne kocie zielone oczy…
Gosia has the most amazing green eyes…
Jestem wyjątkową szczęściarą, wszystkie moje Panny Młode są piękne, a Młodzi przystojni!
I am extremely lucky, all my Brides are gorgeous and Grooms so handsome!
Potem przenieśliśmy się w miejsce o bardziej industrialnym klimacie…
We moved to more industrial place later on…
Gosia jako rekwizyt do naszej sesji przyniosła skrzydełka anioła.
Gosia brought angel’s wings as a prop – I loved it.
A na zakończenie naszej sesji powróciliśmy w okolice Parku Saskiego – do biurowca Metropolitan.
To jeden z moich ulubionych budynków w Warszawie, już tam kiedyś zawitałam razem z Anią i Klaudiuszem
At the end, we came back to Metropolitan building, one of my favorite in Warsaw.
I was there once, with Ania and Klaudiusz
Nie udało się wykąpać w fontannie w Parku Saskim, ale od czego jest przecież fontanna w Metropolitanie?
We did not have luck to bath in Park Saski fountain, but Metropolitan has a pretty one too.

Bardzo się cieszę, że moja propozycja zmoczenia sukienki spotkała się z takim entuzjazmem od strony Gosi!
I’m so thrilled that my suggestion of getting wet was accepted by Gosia without hesitation!

Poza samymi zdjęciami nasza sesja była okazją do zabawy w strumieniach wody. A bawiliśmy się świetnie, zapewniam Was!
Our session was a great excuse to play in the fountain. And we had such a great time, oh yes, we did!

I kolejne całuśne zdjęcie na sam koniec…
I saved this one for the end…

Za każdym razem gdy publikuję post obiecuję sobie, że następnym razem umieszczę mniej zdjęć, tylko wyselekcjonowane i naj-naj-naj… Ale zawsze mam problem, bo okazuje się, że “jeszcze to jest fajne”, a “tutaj jak ładnie wyglądają”, i “jeszcze tylko to jedno”…
Selekcja materiału to moja największa bolączka
Every time I publish new post, I always promise myself that on next time, I will include much less pictures, only selected “best of the best”… And I always have problem, because I think to myself “this one is so cool”, “she looks so pretty in this one”, “just this one more”…Selection is my biggest problem
Jestem ciekawa, czy ta duża ilość zdjęć Wam nie przeszkadza?…
I was wondering if that large amount of pictures does not bother you?…












by Sylwia Szuder
15 comments
link to this post email a friend